
Umowa Mercosur wchodzi w życie, a Ty zastanawiasz się, co to konkretnie oznacza dla Twojego gospodarstwa? To nie jest odległy temat ani polityczna przepychanka w Brukseli. To realne zagrożenie dla Twoich dochodów.
Tani import mięsa z Ameryki Południowej może sprawić, że ceny skupu w Polsce polecą w dół, a nowe regulacje klimatyczne (ETS3) jeszcze bardziej uderzą w rentowność hodowli.
Na szczęście masz opcję, na której jeszcze dodatkowo możesz zarobić. Coraz więcej rolników stawia na biogazownię rolniczą do 50 kW, czyli instalację, która pozwala odzyskać kontrolę nad finansami, produkować własną energię i nawozy, a przy okazji uniknąć nowych opłat klimatycznych. W tym artykule przeczytasz, jak działa ten model i ile możesz zyskać.
Choć hasło „umowa Mercosur” może brzmieć jak coś odległego, skutki odczujesz tu i teraz, w swoim gospodarstwie. Porozumienie handlowe między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej (Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj) oznacza jedno: ogromny wzrost importu taniego mięsa na europejski rynek.
I choć może to wyglądać na korzyść konsumentów, dla polskich rolników to cios w sam środek budżetu.
Produkty z Mercosur powstają przy dużo niższych standardach środowiskowych i kosztach produkcji. A to oznacza, że mogą być sprzedawane po znacznie niższych cenach, tak niskich, że trudno będzie z nimi konkurować.
Co gorsza, polski rolnik, zamiast otrzymać wsparcie, będzie zmuszony rywalizować z tą tanią żywnością, spełniając jednocześnie coraz bardziej restrykcyjne normy unijne. W efekcie może dojść do sytuacji, w której produkcja staje się nieopłacalna, a gospodarstwo nie przetrwa.
Z prognoz analityków rynku rolnego wynika jasno: skutki umowy Mercosur mogą być dla polskiego rolnictwa bardziej dotkliwe, niż wielu się spodziewa.
Szacuje się, że ceny skupu wołowiny mogą spaść nawet o 10–15%. Dla hodowcy oznacza to stratę około 180 zł na każdej sztuce bydła.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w produkcji drobiu, bo przy obecnych kosztach i marżach zysk może spaść nawet o połowę, co w przypadku większych ferm przekłada się na roczne straty rzędu nawet 150.000–160.000 zł.
A to nie koniec. Utrata konkurencyjności jednego sektora wpływa na cały rynek i tani drób wypiera wieprzowinę, co oznacza niższe przychody również dla hodowców świń.
W obliczu nadciągających zmian wielu rolników zadaje sobie jedno pytanie: co mogę zrobić, żeby przetrwać i nie stracić dorobku życia?
Wielu z nich decyduje się na inwestycję w biogazownię rolniczą do 50 kW.
Dlaczego? Bo to realny sposób na odzyskanie kontroli nad kosztami i przychodami.
Taka instalacja pozwala wykorzystać to, co już masz: gnojowicę, obornik oraz odpady produkcji i zamienić je w energię, ciepło i nawóz. A to oznacza mniejsze rachunki, większą niezależność i ochronę przed zmianami na globalnym rynku.
Co więcej, energia z własnej biogazowni nie tylko zmniejsza zależność od sieci, ale również daje dodatkowy dochód, który jest regularny i przewidywalny.
To rozwiązanie, które wpisuje się w potrzeby gospodarstw hodowlanych najbardziej zagrożonych skutkami umowy Mercosur i które zaczyna wybierać coraz więcej rolników w Polsce.
Biogazownia rolnicza do 50 kW to inwestycja, która potrafi generować solidny zysk. Jak to wygląda w praktyce?
Po pierwsze, energia elektryczna. Dzięki systemowi taryf gwarantowanych (FIT) możesz sprzedawać wyprodukowany prąd do sieci przez 15 lat, zyskując nawet do 300.000 zł rocznie.
Do tego dochodzi ciepło odpadowe, które można wykorzystać np. do ogrzewania budynków gospodarczych lub mieszkalnych i tu dochód lub oszczędność może sięgnąć w przeliczeniu na węgiel nawet 100 000 zł rocznie.
Kolejnym źródłem zysku jest poferment, czyli naturalny nawóz, który powstaje w procesie fermentacji. Pozwala obniżyć zapotrzebowanie na azot mineralny o 25% i na potas o 50%. To dzięki niemu ograniczasz zakup nawozów mineralnych i możesz zaoszczędzić nawet do 105.000 zł rocznie.
Warto też dodać, że od 2027 roku taka instalacja może chronić Cię przed podatkiem ETS3 za emisje metanu i podtlenku azotu z odchodów zwierzęcych.
Wszystko to razem daje potencjał zysku rzędu 300.000–500.000 zł rocznie, bez zmiany profilu działalności.
Biogazownia do 50 kW to rozwiązanie stworzone z myślą o małych i średnich gospodarstwach. Takich, które chcą działać efektywnie, ale bez przeciążania się formalnościami.
Przede wszystkim: nie potrzebujesz pozwolenia na budowę, tu wystarczy zwykłe zgłoszenie, co znacznie przyspiesza całą procedurę.
Co więcej, instalacje do 50 kW nie wymagają koncesji, a to oznacza mniej biurokracji i niższe koszty stałe.
Drugi argument to dotacje, czyli programy takie jak „Energia dla Wsi” oferują do 65% bezzwrotnego dofinansowania, dzięki czemu realny koszt inwestycji (zwykle od 1,7 do 3 mln zł netto) staje się znacznie bardziej dostępny.
Przy dobrze zoptymalizowanej instalacji, zwrot z inwestycji następuje w ciągu 2–4 lat.
Krótko mówiąc: biogazownia dopasowana do wielkości twojego gospodarstwa, to przemyślany wybór, który pozwala działać szybko, efektywnie i bez ryzyka nadmiernego zadłużenia, czyli dokładnie tak, jak tego dziś potrzebuje polski rolnik.
Działaj z wyprzedzeniem, nie czekaj aż sytuacja się pogorszy. Biogazownia rolnicza daje Ci przewagę, bo pozwala wykorzystać zasoby, które już masz i zamienić je w realny zysk.
Gnojowica, obornik, odpady z działalności rolniczej już nie są problemem, a stają się paliwem dla Twojej niezależności.
Biogazownia rolnicza do 50 kW to coś więcej niż instalacja, to sposób na utrzymanie stabilności finansowej, kiedy rynek zaczyna się chwiać. Dlatego właśnie czołowe gospodarstwa stawiają na biogazownie, bo odkryły paliwo, za które konkurencja z Mercosur musi płacić.
Zanim podejmiesz decyzję o inwestycji, upewnij się, że masz po swojej stronie doświadczonego partnera. Najlepiej takiego, który zbudował już ponad 100 biogazowni rolniczych i zna realia pracy w terenie.
Dlaczego to ważne?
Bo dobra firma nie tylko wykona instalację, ale też pomoże Ci: